"It's like I can't breathe..."

wtorek, 9.lutego.2010, 12:41

Miałam napisać notkę... Ale mi nie wyszło...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Everybody lies..." - Nie lubię Vicodinu.

sobota, 19.grudnia.2009, 22:50

Dobry wieczór.
Paranoja... Mówię wam.
Godzina 7.01 rano - sms od Różowej. Miała erotyczne sny z Shannonem w roli głównej. Wowowow... Wait a minute...! Ja nie chciałam tego wiedzieć. oO To już wiem. *smark*
8.00 rano - wstał mój tatuś, który dziś nie szedł do pracy, a który jawnie świruje kiedy siedzi w domu. Zaczął szorować mikrofalówkę. oO
Potem poszedł do sklepu, potem dobijał się domofonem, potem robił śniadanie a potem od 9.00 robił obiad. oO Nuda potrafi być mordercza.
A ja, zakaszlana na śmierć, nieśpiąca po raz trylionowy, leżałam w łóżku błagając płuca o litość. To tata w biegu rzucił we mnie tabletką na kaszel. Nieskuteczną, jak na złość, ale doceniam.
Kiedy około 12.00 wszyscy się z mojego domu wysypali, żeby postać sobie w pięknych, barwnych i krętych kolejkach w supermarkecie, postanowiłam wstać.
Kulturalnie, minutą przerwy w czytaniu pożegnajmy moją szczurkę, która w nocy opuściła mnie na zawsze. *schyla głowę* Przywiązana byłam...
Pod wieczór siła wyższa skłoniła mnie do wyjścia na dwór. Bardzo szybko jednak zdałam sobie, że to zdecydowanie nie na moje warunki fizyczne... oO -15 stopni na dworze. Mp3 zamarzło na amen. oO W ciągu 5 minut zamarzła mi na kamień chusteczka do nosa. I zesztywniały spodnie. Nie mogłam zdjąć glanów. I wiało. Nie, nie, więcej się w to nie bawię. o_O

Dobrze skarby. Oświadczenie.
Jestem uzależniona od leków przeciwbólowych.
Koniec oświadczenia.
I bardzo tego nie lubię... I jeszcze bardziej chcę to zmienić... Jest bardzo ciężko. Bardzo... Zwłaszcza, że ich potrzebuję... Ale boję się sama siebie... Panicznie, w niektórych momentach...
Żeby to był Ibuprom. Żeby to był Apap... Pół biedy. Ale jeśli ktoś nie wie co to są opioidy to niech wrzuci w wikipedię...
Ale sama sobie nie poradzę... I wiem, że nie będzie łatwo... Ehh...

Wasza -

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"Your majesty..."

piątek, 18.grudnia.2009, 23:13
Witam wszystkich.

Tak, jest piątek, dzień schizy. Na szczęście/przekleństwo jestem chora, tak więc wybrałam się tylko na sprawdzian z matmy. Ekhm, poszło świetnie. oO Ale nie będzie, że mnie nie było...
Po lekcjach spędziłam trochę czasu z Alex... Dobra kawa piernikowo - orzechowa i kilka godzin rozmów... Tak, to było potrzebne... Dziękuję. :*
Śnieg leży, mróz za oknem a ja na szczęście siedzę w ciepłym pokoju... Światło mam zgaszone, widoczność rozjaśnia tylko kilka świeczek...
W uszach ścieżka dźwiękowa z Tudorów, leżę na fotelu, wsłuchując się w klawesyn i skrzypce...
Relaksujące... Lasujące mózg...

************

- Dobry wieczór, pani. - mężczyzna pewnym krokiem, z poważną miną wszedł do komnaty i usiadł naprzeciw damy spowitej w czarny aksamit.
- Dobry wieczór, mój panie... - smutno odpowiedziała kobieta, skłaniając nieco głowę, spowitą czarnym woalem.
Służba podała na stół kolację. Płomienie świec, delikatnie poruszały się. Para milczała, szczękały sztućce i huczał ogień w kominku...
- Jak ma się moja córka? - król nie podniósł nawet wzroku, spokojnie przeżuwając posiłek. Królowa uśmiechnęła się szczerze, ale smutno...
- Bardzo dobrze, panie. Ma liczne talenty, pięknie śpiewa, jest bardzo mądra...
- To cudownie. - przerwał jej szorstko, biorąc łyk wina.
- Pomyślałam, że może mogłabym posłuchać twoich dyskusji o dyplomacji, na pewno są bardzo ciekawe...
- Milcz! - mężczyzna powstał gwałtowanie, przewracając kielich. Królowa aż cofnęła się ze strachu. - Jesteś żoną! Nie politykiem, nie dyplomatą! Żoną! Rozumiesz!?
- Interesuję się tym... - cicho tłumaczyła się kobieta, spuszczając głowę.
- Szyj! Maluj! Wara od polityki, jasne!? - policzki władcy wyraźnie się zaróżowiły ze złości, pod wpływem gniewu pchnął stół aż pod samą ścianą, rozrzucając wszystko do ziemi.
- Tak jest... Wasza wysokość... - odparła królowa drżącym głosem, do jej oczu naszły łzy, gdy małżonek praktycznie wybiegł z pokoju...

Wasza -

Mary

PS: Zdjęcie dnia. Strasznie henrykowskie. oO
http://photos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs042.snc3/12940_1098629004367_1785911337_195709_5408394_n.jpg
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"I'm dreaming of a white Christmas..."

czwartek, 17.grudnia.2009, 22:14

Jaki ja ładny miałam sen...
Piękna zimowa polana... Mnóstwo śnieżnobiałego puchu...
Ciągnąłeś na sankach dwójkę małych dzieci... Dziewczynkę i malutkiego chłopca...
Śliczna brunetka ciągnęła młodszego braciszka po placu, słodko się śmiejąc...
Kilkadziesiąt metrów od nas, przy jednym z ośnieżonych drzew Tomcio namiętnie wyznawał miłość mojej Siostrze, opierającej się plecami o pień i patrzącej mu prosto w ciemne oczy...
Stanąłeś tuż za mną, obejmując... Pamiętam, że miałeś strasznie zimny nos, było lodowato...
Miałeś na sobie tą świetną czapkę, która opadała ci nieco na oczy, byłeś szczęśliwy, śmiałeś się, kiedy mała rzucała w Ciebie śniegiem...
Miałeś wielkie rękawiczki, pamiętam, że się z nich nabijałam, a tak naprawdę chciałam Ci je potajemnie ukraść... Było nam tak dobrze... Nam wszystkim...

Nie radzę sobie. Przyznałam się sama przed sobą... Potrzebuję moich skarbów...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"Bury me, bury me..."

czwartek, 17.grudnia.2009, 01:27
Dwa dni bez bloga... A miałam wytrzymać...
Ale to głównie zasługa eSa i Alex, że pękłam... Zamysł był inny...

Dziewczyna szła w ciemnościach ośnieżonym lasem. Nie bała się, nie zważała na pustkę dookoła ani na późną porę...
Krwiste niebo oświetlało delikatnie błyszczący śnieg, dookoła nie rozbrzmiewał żaden dźwięk. Jedynie jej niepewne, nierówne kroki... Nie wzięła z domu pigułek.
Po jakimś czasie przysiadła na chwilkę na oblodzonym pieńku, na którym zawsze siada podczas spacerów.Spojrzała w niebo, westchnęła cicho i spuściła wzrok.
Wtem na białym puchu pojawiła się kropla krwi... Z początku dziewczyna nie zdała sobie sprawy, iż krew wydobywa się z jej ust. Dotknęła warg palcami, jej oczy zaszkliły się nieco...
Wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i otarła twarz, szybko opuszczając miejsce, w którym siedziała... Oznaczając kroplami ścieżkę, przemierzyła jeszcze kilkadziesiąt metrów... Opadła pod starym drzewem, łkając cicho... Temperatura powietrza autentycznie mroziła łzy na jej policzkach, jedną po drugiej...
Czerwień nieba zalewała czubki drzew w niebezpieczny sposób... Niczym zakrwawione ostrze...
Powiedzcie, gdzie jest happy ending...?
Przecież dziewczyna kocha. A uciekła do ciemnego lasu drżąc z emocji, zimna i rozpaczy...
Nie powinno tak być. Fortuna się kołem nie toczy. Albo masz, albo nie...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"If you close your eyes to see..."

poniedziałek, 14.grudnia.2009, 23:37
Dobry wieczór...

Podły dzień. Zdecydowanie podły dzień. I mimo, że zdałam maturę z matmy... tadaaam...! Na całe, masakryczne 44%, to cała reszta dnia zabiła chęć na cokolwiek.
Pieprzę. Pieprzę...
Siedząc z Alex w Coffee Heaven, zastanawiałam się - czy ten dziki horror w moim życiu kiedyś się skończy.
Dobra kawa świąteczna... Wniosek wyniesiony z kawiarni.
Cholera, prozaiczne to co piszę. Ale czy jestem w stanie zdobyć się dzisiaj na głębię...?

Siedzę sama. W pokoju jest aż gęsto od gorącego powietrza... Ale nie otworzę okna. Po pierwsze, nie dojdę, po drugie od razu będzie Arktyka... Bloki jednak bywają gówniane.

Wracam pamięcią kilka godzin wstecz i aż boli mnie głowa.
Dostałam dziś śliczną paczuszkę, dziękuję kochanie. Może uda mi się wyleżeć noc...
Paskudne uczucie. Znowu jest noc. Ta notka jest wybitnie nieskładna. Tak jak nieskładny jest mój umysł. Na głodzie.
Z każdym słowem, z każdym zdaniem czuję i słyszę jak jest gorzej. Jak oglądam się za siebie bo wydaje mi się, że Cię słyszę. Jak patrzę Siostrze w oczy to mnie boli. Boli, że męczę... Po co to tu piszę...? Bo nie prowadzę pamiętnika. Czuję jak Tomcia boli serce. Nie prowadzę pamiętnika a gdy nie mam z kim rozmawiać mówię tutaj. Bo nie będę mówiła do siebie... Bez przegięć.
Zdałam sobie sprawę, że to co się ze mną dzieje to wpływ wyrzutów sumienia. Wpływ tego, że wiem, czego nie powinnam wiedzieć... *ściana*
Zamknę bloga. Nie będę pisać. Bo nie chcę, żebyście się martwili...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"My hands are searching for you..."

niedziela, 13.grudnia.2009, 16:15

Cześć wam, ludki.

Powinnam się uczyć, ale jeżeli nie napiszę to w życiu nie zacznę się uczyć. Ja tak mam... Kompletne uzależnienie od mojego malutkiego skrawka sieci.
Siedzę, piszę i śpiewam tak głośno jak się da korzystając z ostatnich podrygów mojego gardła, które kilka dni temu zaczęło ostro szwankować. A nienawidzę być chorą, słuchać muzyki i nie móc sobie wyśpiewać paru wersów... Czuję się wtedy dziwnie. Nieswojo.
Aaaa! Ale wielki śnieg pada za oknem!
Nareszcie. W końcu już jest grudzień. Marzą mi się święta... Nie tutaj, nie z nimi... Marzą mi się święta tam, w śniegu z Nim, Tomciem i Alex... Z palącą się mnóstwem światełek choinką, wielkim kominkiem, skarpetami zawieszonymi na nim... W tle leciałoby Santa Through the Backdoor, psy pałętały by się wokół stołu... A my bylibyśmy razem... W nasze pierwsze święta...
Ale nie. Musze zostać tutaj, Alex musi zostać tutaj. Tam nie będzie śniegu a wy będziecie w krótkich rękawkach popylali po centrach handlowych w czapkach mikołajów, kupując dziko wielkiego indyka.
Marzy mi się Shannon czerwono nosy renifer. Marzy mi się Alex goniąca Tomcia, który będzie chlapał na nią ciastem, robiąc makowiec... Marzy mi się ciepło... Marzy mi się widzieć, że są szczęśliwi. Marzą mi się piernikowe ludziki, najsmaczniejsze na świecie ciastka Tomcia, pierniczkowe ludziki dekorowane przez Niego i jego zmysł artystyczny...
Marzy mi się wyjść do ogrodu i zobaczyć mnóstwo światełek w domach w pobliżu, mijając na ulicach starych sąsiadów życzyć im Merry Christmas...
Brakuje mi Stacy...
Obiecałam, że będzie mogła podać tatusiowi czubek na choinkę i, że powiesimy jej ozdoby jakie zrobi w szkole... Lubiła święta...
Ale nic... Próżne marzenia...
~~~~~~
Byłyśmy wczoraj z Alex na wieczorze rockowym. Tak, mimo mojego całego stresu poszłyśmy w końcu. :)
Było świetnie. Naprawdę, było cudownie. Najlepsza miejscówka w całym lokalu, widok na wszystko i wszystkich, oprócz sceny, ale mi do ugięcia się kolan wystarczył sam widok perkusji na scenie... oO
Bardzo miła obsługa dbała byśmy nie miały pustych szklanek, nawet popielniczka była pod markę fajek, jakie leżały na ladzie...
Jakim my typem ludzi jesteśmy? W szkole brane zawsze za podłe, nudne służbistki, które nigdzie nie wychodzą i tylko uczą się rozszerzonej biologii. Nikt nie podejrzewał o wyjście do klubu.
Rozsiadłyśmy się z Siostrą w naszym prywatnym, upatrzonym rockowym raju, zamówiłyśmy po piwie i delektowałyśmy się świetną muzyką.
Po jakimś czasie zaczęła się schodzić klasowa elYta - Różowa, Wersal, Kogut (ten co się gibie jak mówi... oO)i dwóch innych kolegów, z którymi Różowa usiłuje stworzyć 'super ekstra kul paczkĘ'. Różowa w sweterku niczym z katolickiej szkoły z wielkim fochem na japie oraz Wersal z stroju zakonnicy w cywilu, kurczowo ściskająca jeszcze bardziej zakonnicową torbę.
Alex wybuchnęła śmiechem.
I miała rację bo ich miny na nasz widok były... powalające.
"O Boże, czeeść!" - chłopacy.
Najczęściej padającym pytaniem było: "O matko, wy palicie...?!" - plus sugestywny look na nasze drinki.
Najczęstszą naszą odpowiedzią było: "A powiedz mi, po co wszyscy mają wiedzieć? No i po co się obnosić?"
Śmiać mi się chciało. A już najbardziej, kiedy cała trójka chłopaków zostawiła biedne 'super ekstra kul' dziewczynki, przenosząc się do nas. Ich min, nie da się zapomnieć... I chyba nie chcę, bo to wywołuje wielki zaciesz na mojej twarzy.
Nie wszystko złoto co się świeci, kochaniutkie. Czasami jeśli się nie świeci na pierwszy rzut oka, może okazać się diamentem. - konkluzja. Dużo musiałyśmy zyskać w oczach kolegów, no chyba, że ich wystraszyłyśmy. oO
Gdy wyszłyśmy z klubu przeszłyśmy się pustym, wyludnionym starym miastem... Było pięknie. Zimno, ale bardzo pięknie.

Wniosek dnia: dziwne i podłe uczucie wiedzieć coś, czego wiedzieć się nie powinno...

Wasza -

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

"One day... I'll return..."

sobota, 12.grudnia.2009, 02:05

Dobry wieczór...

Znowu noc... Boję się nocy...
Grzeczne dzieci w nocy śpią...
A ja nie śpię... Słucham 'Revenge', mocno ściskam misia... Staram się stłumić fale kaszlu jakie przychodzą od jakiegoś czasu... Na razie suchego, pewnie niedługo się pogłębi.
Leżę w łóżku, ciągle w jednej pozycji... Plecy. Biodra. Szlag... Mam 19 lat, czym mnie pokarało...? Pogruchotaniem większym niż u emerytki...?
Przynajmniej już nie widać, że osiwiałam. Dzięki ci Buddo...

Nie umiem tego nazwać... Spoglądam za okno, krwiste niebo ocieka na drzewa tuż za moim oknem...
Nie wiem czy na złość, nie wiem czy przypadkiem. Tego odcienia nie da się zignorować...
Czerwona poświata nad drzewami... Piękna... Wymowna...
Chcę spać... Ja chcę spać...! Chcę zasnąć... I nie mieć żadnych snów... Chcę po prostu przytulić głowę do poduszki i obudzić się rano...
Żeby oczka nie bolały, żeby kości nie bolały... Żeby oczka nie były czerwone, żeby można było wstać...
Chcę śnić słodkie kilka godzin o niczym. O pustej pustce... Obudzić się i nie być sama... Nie drżeć ze strachu, gdy gaszę światło... Bo dopóki mam lampkę jest dobrze... Boję się w ciemności...
Pamiętam, mała byłam... Bardzo często nawiedzały mnie koszmary. Koszmary, w których ginęłam... Koszmary, w których ktoś mnie zabijał. Bałam się...
Ale wyrosłam z tego... Tak samo jak wyrosłam z całego tego cyrku zwanego spaniem. A tak tego potrzebuję... Bo kiedy głowa taka ciężka, cóż ja mogę zrobić...? Położę się, zamknę oczy... To zacznie boleć, wezmę proszki...? Dzikie sny, niezależne od nikogo...
Koło... Błędne koło.
Historia zatacza koła. Życie zatacza koła. Los zatacza koła. Koło za często pojawia się w ludzkich dziejach. Niby wynalazek, ułatwiający życie a zarazem tak zdradziecki.

Zwiąż mi ręce. Zamknij w szczelnym pokoju... Z ortopedycznym materacem. Nim, nie zrobię sobie krzywdy... I chociaż wiem jak, nie chciałoby mi się...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Piątek. Nie dałam rady... Już o 3.00 nad ranem wiedziałam, że nie wstanę rano, że nie wyjdę, że nie będę udawała jak codzień. Bo to piątek. Dzień paniki i totalnego wyniszczenia organizmu. Nie będę, co mi tam.

Wstałam sobie przed 10.00, leniwie słuchając jak robotnik, który remontuje nam kuchnię, gładzi ściany... Wolę przemilczeć jak minęła mi noc... Spojrzałam za okno, jak zwykle doszedł mnie widok paskudnej, angielskiej ciapy z liści. Wstałam, chciałam się jakoś zebrać, żeby nie było podejrzeń, że znowu uciekam przed siebie. Zamiast sunąć, niczym na wygnanie, do tej placówki, która swoją hermetycznością przyprawia o bóle głowy i nagłe akcje przedzawałowe...
Kiedy zdałam sobie sprawę, że moje spodnie caluśkie są w białym tynku, tylko załamałam ręce i wygrzebałam z szafy cokolwiek co by nie było zbytnio niewygodne a mogło dobrze zastąpić czarne rurki.
W dziennym świetle i żarówkach łazienki nowa rudość moich włosów tak dała mi po oczach, że kilka sekund mroczki kręciły mi się przed nimi, jednak szybko doszłam do siebie. Jestem jeszcze bledsza... - jęknęłam sama do siebie. Nie ma jednak tego złego, mam malutki cel na najbliższe dni. Wykorzystać to, jak śliczne potrafią być dziewczyny o bladej cerze i rudych włosach... :] Obiecuję, że Cię uwiodę... :) Kupię coś ładnego... Coś butelkowozielonego... Coś... Coś dla siebie...
Wyszłam z łazienki w stanie pozwalającym na wyjście z domu, ale nie na pokazywanie się szerszej publice. W korytarzu wpadłam na robotnika...
"Czekałem aż wstaniesz, to dla ciebie. :)" - i wręczył mi wielki słój ze śliczną, złota rybką... Dobrze, że nie widziałam własnej miny... oO Bo zapewne zapadłabym się pod ziemię. Słowo. Powitajcie Heffcia III. ^^ Popołudniu urządzę mu jakąś chatkę...
Ładnie podziękowałam, dygłam i zaniosłam go do pokoju. Okazało się, że owy człek choduje rybki i przyniósł kilka mojej mamie i mnie. O, od tak. A już chciałam się zapytać czy naprawdę wyglądam na taką co potrzebuje sztucznych generatorów szczęścia... :]
Udałam jednak, że się śpieszę, wyszłam z domu i znów przed siebie, tą samą trasą... Przez tunel, który tak często fotografuję, ulicą, wzdłuż tramwaju... No nieeee. Pada. Schroniłam się w Galerii, nie widziałam sensu w chodzeniu dalej w deszczu ze śniegiem.
Wygrzebałam ostatnią dychę z kieszeni jeansów i zasiadłam w najciemniejszym kącie Coffee Heaven. Miałam ze sobą książkę, ale moją uwagę przykuł Cosmopolitan na stojaku z gazetami. Wzięłam, a co tam. Odmóżdżam się tak rzadko, że krzywda mi się nie stanie...
Fakt, faktem ta gazeta składa się w 100% z informacji o seks pozycjach, strefach erogennych poprzeplatanych seks pozycjami i intymnymi faktami z życia facetów, których rzekomo za nic by nie zdradzili. Ale... uśmiałam się.
Komórka z szerokopasmowym internetem to błogosławieństwo - weszłam na twittera. Nie zauważyłam, że skończył mi się darmowy dostęp... Zeżarło mi całą kasę i zablokowało konto. E, tam, zdarza się. :)
Chwilkę podrażniłam Agga pyszną kawą z czekoladą, nawiązałam zupełnie niespodziewany kontakt z Letoholiczką i... zablokowali konto. xD
Ale chwilkę i parę stron Cosmo potem, wpadłam na artykół... na temat Twittera. Tak jak wielu ludzi nie widzi w nim sensu, tak psychologowie uznali go za cud techniki, rozwijający ludzkie relacje o wiele bardziej niż blogi i czaty. Wiem od czego się uzależniać. Ha.
Przewróciłam stronę i spadłam z krzesła. "Opinie i seks pragnienia facetów" - taka rubryka jest w każdym numerze, pamiętam jak kiedyś wraz z moim lubym i Tomciem zaśmiewaliśmy się z tych kretynizmów.
Jakiś wesoły koleś, lat 20-parę: "Kiedy pierwszy raz rozbierałem moją dziewczynę myślałem tylko o tym jak piękne są jej piersi. Teraz, gdy jesteśmy narzeczeństwem, kiedy ją rozbieram myślę tylko o tym czy zdążę ją ubrać ponownie zanim zacznie się 'dr House'." Gdybym była sama w kawiarni uznaliby mnie za wariatkę - takiego ataku śmiechu dostałam.
Nie, nie, nie zniechęcajmy się, drodzy państwo. Czytajmy dalej, mimo tego, że prawie oplułam się kawą.
Inny radosny człowieczek, przed 30stką: "Jeśli dziewczyna głośno jęczy i krzyczy to czuję się wspaniale, jak gwiazda rocka." oO No to już wywołało u mnie spazmy... Ryczałam ze śmiechu, wyobrażając sobie jakiegoś leszcza, zgrywającego gwiazkę rocka z laską z nadwrażliwym punktem G. Bo nikt inny nie pisze do takich gazet, nie dajcie się zwieść tym zdjęciom wytrenowanych na siłce, tlenionych koksików, które wrzucają w takie artykuły. Zazwyczaj opinie pobierają od biednych, leszczykowatych okularników albo wymyślają na poczekaniu w redakcji laski od redagowania.
A ja mam gwiazdę rocka. O. Tyle się pochwalę. I naprawdę chciałabym wiedzieć ile temu gościowi, co to powiedział, do mojej gwiazdy brakuje... xD
Następny artykuł: "Jak poznać, że facet jest podniecony?" Oo No helloł... oO Oraz pierwsza linijka tekstu: "Mężczyźni nie lubią o tym mówić, dlatego podajemy wam kilka faktów, które pokażą, że wasz facet jest mocno nakręcony... (...)"
O_o Powiem wam coś. I powiem to tylko raz. Czytajcie Cosmo jak macie depresję. Bo to już, cholera, przechodzi ludzkie granice, aż mnie brzuch rozbolał...

Mgła... Gęsta mgła i dym za moim oknem... Chodź, misiu od Alex. Potulimy się...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Po 2.00 w nocy... Szczyt szczytów, powiecie... Nie. Mary po prostu nie może spać. Znowu. Jak od pół roku.
Nie może spać i trzymają się nawzajem w pionie z Siostrą.
Łzy ciekną jej po twarzy, ciurkiem, niczym z małego wodospadu...
Zmieniła nieco kolor włosów, teraz do pełni szczęścia potrzeba jej tylko dużych, zielonych oczu. Jednak cera coraz bledsza...
Po użyciu pudru, wręcz sino - biała...
Czasem nie ma siły udawać, że jest dobrze, czasem jednak uśmiecha się promiennie, zapewniając, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Nie ma siły kłamać nauczycielom, którzy dopytują. Nie ma, jednak się nie zdemaskuje. Uśmiecha się nadal, mówiąc, że jest zmęczona.
W każdej możliwej chwili słucha muzyki i powstrzymuje drżenie rąk. Jak teraz, na przykład...
Często odwraca wzrok w bok, szukając tam dużych, ślicznych, niebieskich, pokrewnych oczu... Zawsze są blisko. Spogląda w nie chwilkę, często mrugając, myśląc, że zniweluje nieprzytomny wyraz swoich...
Patrzy w te oczy, widząc wiele trosk, marzeń i ambicji... Wiedząc to, czego oczy nie chcą jej powiedzieć...
Często marzy, by obejrzeć się za siebie... Zamyka wtedy oczy, wyobraża sobie, że odwraca się i napotyka kolejne... Ogromne, orzechowe oczy, które wyzywająco ukazują jej odwagę, męstwo i mądrość. Niespotykaną mądrość, którą dziewczyna tak podziwia...
Odwrócę się w drugi bok. Bądź tam... Bądź... Znalazła... Ostatnia para, dzika, czarna i tajemnicza... Topiąc się w nich, topi się w oazie spokoju. Oazie pomocy, oazie zrozumienia...
Tak kocham wam patrzeć w oczy... Mimo tego, żem nie godna, mimo tego, że nie potrafię długo wytrzymać bez rumieńca...
Co ja mam w oczach...?
Są szare... Niebieskie...? Zielone może...? Nie wiem. Są. Ważne, że są.
Kiedy patrzę w lustro, nic nie widzę... Zamglony obraz, kryje pusty wzrok. Szczerze, bojący się ukazywać cokolwiek.
Oczami można mówić. Oczami można kochać. Oczami można pieścić, oczami można zniewalać i karać. Oczami można zabijać... Oczami można nagrodzić, oczami można nienawidzić...
Pozwólcie mi patrzeć w wasze oczy... Abym ukradła z nich coś, co mogłabym włożyć w swoje...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"He pointed out how selfish,
It would be kill myself,
So I keep waking up."


Dobry wieczór.
Czwartek. Wieczór przed piątkiem a ja leżę w łóżku, zastanawiając się czy dam radę się podnieść.
Już powoli ogarnia mnie piątkowa panika...
Spokooojnie, będzie dobrze. Tja.
Dostałam 95% z matury z angielskiego. O, jestem z siebie dumna.
Tak jak i moja szanowna siostra. Po prostu rządzimy. Światem i Marsem, drodzy państwo.

Dzisiejszy dzień należał do najdziwniejszych w moim życiu... Pomieszanie horroru, thrillera i dzikiej komedii omyłek. Nie potrafię opisać swojego wyrazu twarzy gdy się dowiedziałam. Nie potrafię opisać wyrazu twarzy Siostry gdy się dowiedziała.
Nie potrafię określić co czułam. Bo wtedy nawet moje łzy były gorzkie. Nie słone. Gorzkie, niczym jakieś dzikie zioło, niejadalny korzeń. Smakowały jak trucizna. Mimo tego, że ty trułeś mnie od dawna - najsłodszą trucizną świata. Trułeś mnie pocałunkami.
Dziś otrzeźwiła mnie gorzka łza. Że trucizna nie musi być niesmaczna. Że zabić nas może nawet najsłodszy kawałek.
Nie potrafię powiedzieć co robiłam kiedy padłam w domu na łóżko. Nie potrafię powiedzieć czy to z nerwów czy miałam zawał.
Nie umiem zdecydować czy bardziej kocham czy bardziej nienawidzę.
Nie umiem. Boli.
Poszukam za ramką, gdzieś cię przecież schowałam, mały, biały skarbie... Poszukam w skrzyneczce, no nie uciekaj... Po co ja was tak chowam? Ah, wiem. Żeby w razie co, mieć nadzieję, że gdzieś jeszcze się chowacie.

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Dobry wieczór.

- "Idź się lecz..."
- "oO Sama się lecz!"
- "Ale ja mówię poważnie..."
- "Dlaczego...?"
- "Bo wyglądasz na chorą..."
- "Wydaje Ci się..."
- "Jesteś zielono-sino-blado- rozczochrana."
- "Przejdzie..."

Dialogi z siostrą. Młodszą siostrą, która zauważyła, że coś jest nie tak... Godzinę gadała do mnie jak do słupa tylko po to bym się uśmiechnęła... Byłam bardzo mile zdumiona. Bardzo.
Moja skóra robi się przezroczysta... Nie wiem czy to od tego, że jestem zmęczona czy dlatego, że siadają mi nerki. Jutro, gdybym poszła na historię, facet powiedziałby mi, że znowu wyglądam na chorą.
Jaaa, ludzie, ja tylko nie śpię.
Chcecie kawki?
Ewentualnie mogę zapodać czekoladę. Z toffi co się ciągnie.
Dochodzi 1.00 prawie...
Dzisiejszy dzień był długi. Mimo tylko 6 lekcji był bardzo długi...
Doszłam do wniosku, że mimo tego, że jesteś moim Apollem. Nigdy nie byłam kimś tak zafascynowana... Nawet jeśli się spasiesz do rozmiarów szynki wieprzowej. Ja zawsze widzę coś co robi mi kisiel z mózgu. Ewentualnie waniliowy budyń.
Bo ja wciąż widzę Twoje muskularne ramiona, wyćwiczone latami na perkusji, bo wciąż widzę Twój tors, który zawsze mnie ochraniał. Bo widzę te orzechowe oczy, które krzywdzą mnie wewnętrznie swoją perfidią, namiętnością i seksapilem jednocześnie.
Uśmiejesz się, ale mimo tego wszystkiego. Mimo tego, że pragnę poczuć Twój zapach gdy budzę się sama w środku nocy. Mimo tego.
Ale z Ciebie skurwiel... oO
Jutro środa. Ehh, damy radę.

W sobotę jest rockowa impreza w jednym z klubów. Stawiam sobie za punkt honoru tam pójść bo:
a) należy mi się
b) muszę się napić
c) może uda się kogoś poznać
d) fajna muza w fajnym lokalu z Alex...? Zawsze.

Dobrej nocy.

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Dobry, dobry.

Chyba nie zawaliłam hiszpańskiego... oO Jestem zdumiona do potęgi, chociaż znając mnie to i tak wszystko możliwe. Nawet jeśli ten sprawdzian jest prosty - Mary umie dostać z niego pałę.
Dzień w szkole był okropnie długi. I zupełnie nic się nie działo oprócz tego, że czułam jak z każdym kolejnym schodem odpada mi kolejna część ciała i z łomotem spada na dół. oO

Muszę przestać chodzić na religię. Mój ksiądz gej doprowadza mnie z każdą lekcją do szału. I ciągle puszcza nam wykłady o seksie stwierdzając, że 'seksu nigdy dość'. oO Nie, żeby te wykłady tak elegancko opisywały zdziczenie seksualne mojego męża, który znowu wykazuje nadludzkie umiejętności trzepania biodrami. *smark*
Cholera, powiedzcie mi, jak to jest: tracisz pamięć. Nie wiesz jak się nazywasz, skąd jesteś, gdzie jesteś, nie wiesz nic. Ja, żona, martwię się, specjalnie lecę do Ciebie, żeby się zająć, zaopiekować, jakoś wdrożyć w świat. Żyły sobie dla Ciebie wypruwam, żeby Cię nauczyć grać na tej jebanej perkusji. A ty co?
Wyjechałam, powiedziałam, że ufam, Ty powiedziałeś, że mogę być spokojna. Dobrze...
A teraz?! Co teraz wyprawiasz?! Harem sobie sprowadzasz?! Nie, nooo, ekstra. Dzięki. Doceniam. Ale nie licz na rewanż. Ani na pomoc. Jak w końcu, któregoś pięknego dnia, złapiesz kiłę. Bo czasem aż mnie ciśnie, żeby Cię nią zarazić jakoś specjalnie.

Dajcie mi coś twardego, łeb sobie rozwalę...

Szłam dziś do sklepu. Było już ciemno. Pod moim blokiem stał Beagle.Spłoszył się jak wyszłam z domu, jednak chwilę potem zdałam sobie sprawę, że za mną idzie. oO
Zatrzymałam się, spytałam go czy się zgubił, ukucnęłam przy nim. Położył mi łeb na kolanach... Podrapałam go za uchem i spytałam czy go odprowadzić.
Tak, ludzie, ja mówię do psów. Na szczęście nie wymagam odpowiedzi, mam rozum...
On tylko polizał mnie w rękę i pewnym krokiem pobiegł, prawdopodobnie w kierunku domu... Był piękny. <3

Już jest noc. Jestem tu ja, komputer i miś Alex... Cholera... Boję się...

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii


Witam wszystkich bywalców.

o_O Boli mnie gardło. I nie będę wnikała dlaczego...
Pewnie za dużo krzyczałam.
Dlatego jem dużo lodów. Lody dobre na depresję, na bolące gardło, na brak picia w domu. A jeżeli są kawowe, zapewniają również jakie takie placebo kawy, jak sama nazwa wskazuje.
Bo szczytem bestialstwa ze strony kogoś/czegoś tam na górze jest zadanie mi niesamowitego bólu, zmęczenia prawie do utraty przytomności, pogruchotania mnie na lewo i prawo. I nie pozwolenie znowu zasnąć. I znowu. I znowu...
Plecy nie pozwalają mi siedzieć, to leżę. Na boku, na brzuchu... Pusto... Tak mi... pusto...
Liczę, że do jutra się pozbieram, trzeba wstać, iść do szkoły, zwalić sprawdzian z hiszpana a potem udawać, że nie jestem aż taką chemiczną idiotką jaką tak naprawdę jestem.
Czy ja jestem pesymistką?
Raczej skrajną realistką, którą pewne rzeczy przerosły.
Spontaniczną romantyczką, która oczekuje miłości i lubi kwiaty...
Histeryczną artystką, dającą się ponieść każdej emocji, każdemu dźwiękowi.
Czy to źle, dobrze...? Nie wiem. Ale taka już jestem. Potrzebuję ciepła, którego nie miałam. Potrzebuję zrozumienia, którego czasem nie ma do dziś.
Jak każdy człowiek z wyższymi potrzebami... Każdy czasem cierpi. I zastanawia się.
Niestety to wina losu, że utknęłam w zastanawianiu się na dobre.
Jeszcze trochę to liczba odtworzeń L490 przerośnie liczbę odtworzeń Buddha for Mary...
Bo jest wyjątkowa.

-"Co robisz?"
-"Siedzę? oO"
-"Dlaczego przy ścianie...?"
- "Bo lubię...?"
- "Medytujesz..."
- "Wyjdź..."
- "Przestań odprawiać te zabobony!"
- "Moje zabobony, mój biznes."

Wasza -

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

"Sex is always the answer."

sobota, 5.grudnia.2009, 01:11
Jest już sobota. Ale przed chwilą był jeszcze piątek. Jeszcze przed chwilą marzyłam by być już w domu i zajrzeć do szuflady...
Do szuflady, do doniczki kaktusa, za ramkę ze zdjęciem, pod klatkę szczurka, do szkatułki, albo po prostu do drugiej torby.
Jeszcze przed chwilą marzłam w mieście nie chcąc opuszczać Siostry...
Chwilę potem byłam już w samochodzie, dwie chwile potem w samolocie, kilka chwil później już w Berlinie.
Ujrzałam Cię w hotelu, gdy zajechałam taksówką, całą drogę zamyślona...
Już w korytarzu poczułam Twój zapach, wiedziałam, że jesteś już blisko...
Liczyłam numerki na drzwiach, niczym centymetry dzielące mnie od Ciebie. Stanęłam przed Twoimi drzwiami, czując, że zapach Twojej skóry, całego Ciebie, nie pozwoli mi ustać gdy już zapukam...
Zapukałam. Usłyszałam tylko dźwięk Twoich glanów na podłodze i otworzyłeś drzwi...
Zarumieniłam się, niczym widząc Cię pierwszy raz w życiu. A te Twoje piękne oczy... I już drżały mi kolana. Przesunąłeś się w drzwiach, uśmiechając się lekko kącikiem ust. Nieprzerwanie patrząc mi w oczy, wierciłeś je wzrokiem tak okrutnie... Zadrżałam na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi pokoju.
Żadne z nas nie wypowiedziało słowa...
Starałam się znosić to spojrzenie, czując jak rumienię się jeszcze bardziej. Powoli oparłeś się ręką o drzwi, odgradzając mnie od przejścia wgłąb pokoju. W tamtej chwili dźwięk wskazówek zegara był równie natarczywy co bzyczenie muchy...
Słyszałam jak oddychasz... Centymetry od mojej twarzy. Czułam ciepło bijące od Twojego ciała. Czułam jak Twój wzrok rozsadza moją, i tak bolącą nieprzerwanie, czaszkę...
Nie traciłam kontaktu, Twoje oczy tak rozkosznie pochłaniały mnie wzrokiem...
Poczułam Twoją dłoń na biodrze, w talii, na ramieniu, szyi, policzku...
Pocałowałeś, przygwożdżając do ściany i dziko nabierając powietrza... Jak zwierzę...
Tak, ja też się stęskniłam... <3

To tylko iluzja. To tylko Matrix. "Ta łyżka nie istnieje..." To tylko marzenie.
Żeby obudzić się rano przy Tobie i być pewną, że mnie kochasz, że nie oszukujesz. Że kiedy wyjdę na ulicę, nie zaczepi mnie sąsiadka, mówiąc, że wychodziła od Ciebie kobieta...
Że będąc rano w sklepie, podczas spaceru z psami, na stoisku z gazetami nie zobaczę mnóstwa nowych katastrof i tragedii, że kiedy będę już wracać do domu, nie przestraszy mnie wypadek na skrzyżowaniu. Że nie będę bała się ciągle, że coś może Ci się stać. Że coś może stać się moim najbliższym.
To boli... Ał... Oddycham... Ściśnij mocniej moją rękę, do cholery...!
Dzielny jesteś... Bardzo dzielny...
Szepczesz mi do ucha mantrę... Powtarzając tylko "Uspokój się, kochanie..." Nawet twój szept jest podniecający...
Boże, jak boli... Tak, no przecież oddycham...!
Wdech za wdechem... I od nowa...
O, buddo, jak Ty się denerwujesz... Drżą Ci dłonie, jesteś blady... Cii... Spokojnie. To tylko kolej rzeczy... Skutek działania...
Dlaczego w takich chwilach jak ta najlepiej mi się myśli...?
Bo czuję otrzeźwiający ból. Bo widzę Twoje oczy. Czytam z nich to, co zrobisz, kiedy tylko wyjdziesz z pokoju. Padniesz na krzesło, z trudem łapiąc oddech. Przed wyjściem powiesz, że jesteś ze mnie dumny, mimo wszystko, ucałujesz moją głowę, przytulisz. Bo wiem, że nawet jeśli nie pamiętasz to bardzo Cię to boli. Jak i mnie...
Ała... I znowu... Boli...
Ciiii, kochany mój... Nie denerwuj się, przywyknij... Przecież w końcu znajdziesz mnie któregoś dnia. Zimną, siną, nieżywą... I musisz być spokojny. Śmierć jest nowym etapem, żebym nareszcie odrodziła się jako coś co nie będzie czuło.

Mary
Veritas
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

[book]
add
read

[me, myself and I]


[archive]
2009
listopad (15)
grudzień (17)

2010
luty (1)



[links]
Ulubione:
30 seconds to mars
My twitter
Lasf.fm

Blogi:
Mój fotoblog
Agg
Moje opowiadania
Poprzednia wersja tego bloga.
Kinga ^^
Iris

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (30)
Kocioł z sarkazmem (3)
wszystkie (33)

30 seconds to mars (1)buddyzm (1)ból (5)dom (1)flyleaf (1)historia (1)hydrocodone (1)kawa (2)la (1)miłość (6)muzyka (3)myśli (1)noc (3)perkusja (3)piątek (1)pogoda (1)rock (1)seks (1)sen (1)sex (1)smutek (8)szkoła (7)vicodin (8)zdrowie (1)zima (3)zycie (1)złość (1)śmierć (1)śnieg (3)święa (1)życie (14)



[favourites]

fav me!

visits


by devoted layouts
photo fotoart pl